Vamos mi Sevilla! Teraz to dopiero będzie #mentalplayer

Jak już pewnie wiecie, w ostatnim czasie dużo działo się w moim życiu. Życiu przede wszystkim sportowym. Stwierdziłam więc, że jest to najlepszy czas, by reaktywować #mentalplayer blog. Myślę, że będę miała dużo do opowiedzenia, a może nawet pokazania.

Ośrodek treningowy Sevilla FC, fot. Paula Duda


Zacznę od końca, bo w sumie skończyło się happy endem.

Pewnego dnia, szykując się na pierwszy trening okresu przygotowawczego z Górnikiem Łęczna, zadzwonił mój telefon. – Słuchaj, jak ruszyło to ruszyło. Tamte tematy wyciszamy, jest oferta z Hiszpanii, Sevilla. Chcą Cię, żadne testy. Lecimy i podpisujemy. Musimy działać szybko, do jutra trzeba podjąć decyzję. Uwierzcie, że te godziny minęły w takim tempie, jak nic wcześniej. Zawsze zastanawiałam się, jak to jest wyjechać za granicę, mieszkać w obcym kraju albo na przykład studiować. No więc teraz trochę przekonuję się na własnej skórze i powiem wam, że naprawdę nie jest to prosta sprawa. Nowy kraj, nowi ludzie i ty. Jeśli chcesz normalnie funkcjonować, musisz się trochę dostosować, przestawić, a na pewno być cierpliwym. Dni do wyjazdu, podobnie jak moment do podjęcia decyzji, upłynęły szybko. Choć kilka dni bez ruchu mogło się dłużyć.

Pomysł o wyjeździe za granicę towarzyszył mi od 2 czy 3 sezonów. Wychodzę z założenia, że nie ma odpowiedniego momentu na wyjazd, więc zawsze robiłam wszystko, by w każdej chwili być choć trochę do tego przygotowana. Brałam lekcje języka, a przerwy pomiędzy rozgrywkami poświęcałam na to, by wzmocnić się fizycznie. Podczas jednego z treningów indywidualnych mój organizm się trochę zbuntował i sprawił, że w jednym momencie po prostu nie mogłam wstać i się wyprostować. Do wylotu było nieco ponad 10 dni.

Na szczęście było to w domu, więc jakoś udało mi się położyć na łóżku i leżeć. Pomyślałam, że to pewnie chwilowe, więc do wieczora przejdzie. Okazało się jednak, że wieczorem nie potrafiłam nawet stanąć na nogi. Było lekkie przerażenie, ale towarzyszący ból nie pozwolił mi myśleć o niczym innym. Jak słyszę SOR, to mam dreszcze, więc odwlekałam ten temat jak mogłam, ale trzeba było coś z tym zrobić, działać. Moje przerażenie na myśl o karetce oddalało tą decyzję, lecz nie było już wyjścia.

Karetka, morfina, sor. Na szczęście byli ze mną bliscy, którzy mi towarzyszyli i dzięki temu było mi naprawdę lepiej. Na moje szczęście dyżur tej nocy pełniła młoda opiekuńcza pani doktor, która w odpowiedni sposób zaopiekowała się mną, zostawiając mnie pod nocną obserwacją z masą kroplówek przy boku. Na drugi dzień stwierdziła, że przez co najmniej 7 dni będę odczuwała silny ból, który ma się zmniejszać z każdą kolejną dobą. I tak rzeczywiście było. Leżałam i miałam problemy z wykonywaniem prostych czynności.

Wylot się zbliżał, a ja ledwo co chodziłam… Na szczęście są na tym świecie dobrzy ludzie, którzy ciągle mnie wspierali. Ponadto, gdyby nie Łuki i Pan Robert, pewnie nie byłabym wstanie wsiąść nawet do samolotu. Dzięki nim udało się bez wielkiego bólu wejść na pokład i polecieć prosto do Sevilli.

Kiedy wysiadłam z samolotu, przywitała mnie 34-stopniowa temperatura i potężnie palące słońce. Odebrała nas fizjoterapeutka oraz dyrektor sportowa odpowiedzialna za drużynę kobiecą Sevilla FC. Udałyśmy się od razu do ośrodka treningowego w celu zobaczenia całej bazy oraz prezentacji drużyny. Nie bardzo wiedziałam na czym ma polegać ta cała „prezentacja”, ale szybko się dowiedziałam. Jak tylko dojechaliśmy, fizjoterapeutka poprosiła wszystkich, którzy towarzyszyli mi w drodze, by poczekali kilka minut, a mnie zabrała w stronę płyty boiska. Myślałam, że idziemy zobaczyć szatnię, ewentualnie poznać pierwszego trenera. Nagle stanęła i kazała otworzyć drzwi, przed którymi mnie zostawiła. Otworzyłam drzwi, a tam cały sztab, prawie wszystkie dziewczyny i ja na środku sali nie mająca pojęcia, o co chodzi i nie rozumiejąca ani jednego słowa po hiszpańsku. Na szczęście trener szybko podszedł się przywitać, więc sama stwierdziłam, że zrobię to samo i przywitam się z dziewczynami. Okazało się, że to spotkanie dotyczące funkcjonowania drużyny w nadchodzącym sezonie.

Tak w skrócie wyglądał mój pierwszy kontakt z Sevilla FC. O moich pierwszych wrażeniach mogliście przeczytać na łączynaspiłka.pl. Natomiast ja postaram się, żeby to był dopiero początek mojej i trochę waszej przygody z Sevilla FC.

Pozdrawiam E. Z.