netboys.pl

Czerpmy jak najwięcej od ludzi, od których warto czerpać

 

Jak wiecie bądź nie, ostatnio byłam na zgrupowaniu Reprezentacji Polski.  W tym czasie miałam przyjemność przebywać z ludźmi, których znałam już od kilku dobrych lat, ale też z takimi, których zaczęłam poznawać na miejscu.

fot. Paula Duda

Pomimo ogromnej różnicy charakterów, można było dostrzec, że dzięki wspólnemu celowi bez najmniejszych problemów potrafimy się dogadać i ze sobą współpracować. Wyobraźcie sobie, że niepozorna Ola okazała się jedną z największych dowcipnisiów kadry, a Kamyk – największa „głupawka” Górnika – spokojną i opanowaną osobistością.

Nie da się opowiedzieć wszystkiego minuta po minucie. Pewne wspomnienia zachowam dla siebie. Ale podzielę się z Wami tym, co na mnie zrobiło największe wrażenie. Opowiem Wam, jak zostałam kibicem kobiecego VfL Wolfsburg, fanką Silvany- nany nany, pacjentem trenera mentalnego i sympatykiem wspinaczki wysokogórskiej.

Są tacy ludzie, których osobiście się nie zna, ale wyraża się o nich opinie. Mówią by nie oceniać książki po okładce, a mimo to tak bardzo często się z tym spotykamy. Ja staram się tak nie działać. W zasadzie pierwszy raz miałam okazję poznać trochę bliżej Ewę. Pomimo tego że w samolocie z Berlina do Stambułu siedziałyśmy obok siebie, nie wymieniłyśmy zbyt wielu zdań. Odbyłyśmy za to kilka pogawędek w trakcie pobytu i pod koniec zgrupowania, zwłaszcza gdy musiałyśmy przejść całe lotnisko w poszukiwaniu kolejnego lotu, co zajęło nam dobrych kilkanaście minut. Zaintrygowała mnie. Jestem bardzo ciekawa, ilu z Was odważyło by się na taki krok jak ona. Masz naście lat, dopiero kończysz szkołę i nagle wyjeżdżasz do innego kraju, innej kultury, zupełnie innego środowiska. A to wszystko tylko po to albo aż po to, by spełniać swoje marzenia. Jedni uważają, że to był błąd. Inni, że słuszna decyzja. Jednak tylko Ewa wie, czy zrobiła dobrze, czy też nie. Cenię bardzo osoby, które nie boją się o siebie walczyć. Wiem, że jeśli dotychczas nie było kolorowo, cierpliwość i ciężka praca, jaką niewątpliwie wykonuje Ewa, zaowocuje. Z zaciekawieniem słuchałam opowieści o Wolfsburgu, o szansach na grę i o poziomie Bundesligi. Nigdy wcześniej nie miałam ulubionego zespołu w tych rozgrywkach, ale teraz mogę śmiało powiedzieć, że VfL jest moim faworytem i będę bacznie obserwować ich poczynania.
Oczywiście nie zapomnę też o drużynie S.C. Sand, w której gra moja ulubiona zawodniczka Silvana. Wyjazd do Turcji był dopiero drugą okazją do spotkania, a ja miałam wrażenie, że znam ją już od kilku dobrych lat.  Silvi to mega pozytywna osoba. Szybko złapałam z nią dobry kontakt, a na dodatek pozwoliła mi na organizację jej wieczoru panieńskiego. Wyobrażacie sobie?!

Znajomości znajomościami.  Najważniejsze było zupełnie co innego. Do Turcji pojechałam z nadzieją na wygranie turnieju i otrzymanie jak największej  liczby minut na boisku. W życiu bywa różnie, a dobrze jest, dopóki jest dobrze. Zapowiadało się całkiem nieźle. Mecz z Kosowem rozpoczęłam od pierwszych minut. Super pogoda, świetne warunki. Nic tylko wyjść i cieszyć się grą. Okazało się, że wcale nie było tak kolorowo. Niełatwo było się szybko zaaklimatyzować, a sama gra pozostawiała wiele do życzenia. Pomimo okazałego zwycięstwa, nie mogłam być zadowolona, bo stać mnie na dużo więcej. W meczu z Rumunkami, nawet nie podniosłam się z ławki (no chyba, że po golu na 2:2 😉 ) i wtedy zapaliło się czerwone światełko. Moje nastawienie zmieniło się diametralnie, co przeniosło się na słabą jakość w treningu. Na chwilę straciłam coś, bez czego trudno jest funkcjonować na boisku. Moja pewność siebie zupełnie zmalała. Nie umiałam wrócić na właściwe tory, a przecież za chwilę kolejny mecz. Na moje szczęście miałam obok siebie taką trochę moją bratnią duszę. Dobrze jest otaczać się dobrymi ludźmi, oni dają ci siłę i energię, sama ich obecność sprawia, że od razu się uśmiechasz i wszystko staję się łatwiejsze. Z Dagą znamy się już kilka lat. Dzięki wspólnej grze w Zagłębiu, wie co jest moją mocną i słabą stroną . Doskonale wiedziała, w jaki punkt uderzyć. Te kilka słów i sama jej reakcja była na tyle pomocna, iż okazało się , że na chwilę uczeń przerósł mistrza, a ja mogłam z powrotem cieszyć się i czerpać z gry jak najwięcej.

W Turcji miałam okazję poznać jeszcze jedną osobę, która, jak się okazało, wcale nie była tak oficjalna, jak przewidywało to jej stanowisko. Rzecznik prasowy, powiedzmy sobie szczerze, brzmi dość poważnie, a tak naprawdę za tą nazwą kryję się mega wyluzowana osoba, która swoim podejściem do życia łamie wszelkie stereotypy, a jej optymizm i samorealizacja może zaimponować niejednemu.
Urodziła się w piątek 13- go i, jak sama mówi, podświadomie dodaje jej to wyjątkowości.  Dawno nie spotkałam osoby o tak podobnym podejściu do funkcjonowania jak moje. Uwielbiam ludzi, którzy nie tracą czasu na głupoty i chcą przeżyć każdą minutę swojego życia. Czytając jej bloga, zastanawiam się co ona jeszcze wymyśli. Swoją drogą mega zazdroszczę jej odwagi, bo ja na pewno nie byłabym taka chętna do „spacerowania” z czekanem.  Na dodatek jest świetnym fotografem, ale nie do końca chce chyba w to uwierzyć. Cieszę się, że spotykam właśnie takich ludzi na swojej drodze, a wychodząc z założenia, że nic nie dzieję się bez przyczyny, wierzę w to, że tak samo jak ja czerpię od niej, ona będzie w stanie zaczerpnąć coś ode mnie.

Zatem doceniajmy dobrych ludzi i otaczajmy się pozytywną energią. Ten kto jest Ciebie wart, zawszę będzie w twoim życiu, niezależnie od tego w jakiej sytuacji się znajdujesz.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *